WrogówSięBojęMniej...bardziejPrzyjaciół

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Z nudów zaczęłam grać w jakąś dziwną grę; trzeba zamieniać ludzików w wampirki; niby nic - a jednak...

Przeszkodami wampirków są ząbki czosnku i ... faceci w koloratkach!

To jeszcze nic; naprawdę zmroziło mnie, gdy zobaczyłam, że facecika w koloratce można powstrzymać zrzucając na niego krzyż odwrócony do góry nogami...

wiecie, nie jestem chrześcijanką, choc w takiej właśnie wierze zostałam wychowana.
Jednak szanuję symbole naszej wiary.
Szanuję krzyże, kościoły, kaplice; szanuję wszystko to, co powinni czcić prawdziwi chrześcijanie.

Moim zdaniem krzyż odwrócony do góry nogami to obraza dla katolików. "Profanacja" tego co dla nich ważne, To po prostu przykre...
Pominę milczeniem fakt, iż tę stronę z grami pokazał mi mój 9 -letni siostrzeniec kilka dni temu, gdy był u mnie na wakacjach...





Jestem ateistką.
Wiem więcej o wierze moich przodków, niż oni sami.

O Waszych wiarach też wiem więcej.

Interesuję się nimi.

Wy jesteście wierzący. Ograniczacie się do schematów, jakimi "guru" danej wiary każą Wam się kierować.

Mimo wszystko - podziwiam Was.

Ja już nie potrafię wierzyć...
Tagi: ...
18.07.2011 o godz. 00:10


Bezradność - najbardziej kurewskie uczucie, jakie doświadczyłam w swoim życiu.

Kiedy patrzysz na cierpienie kogoś tak ci bliskiego i nie jesteś w stanie mu pomóc.

Kiedy widzisz, jak walczy z samym sobą o każdy dzień życia.

Kiedy zdajesz sobie sprawę, że wolałby już raczej nie żyć niż TAK żyć.

I nie potrafisz nic zmienić.
Nie możesz nic na to poradzić.

Ten przeszywający na wskroś ból, gdy chcesz utulić go w swoich zmęczonych ramionach, a on osuwa się z pogardliwym "zostaw mnie" na ustach.

Ten jego przepełniony goryczą i żalem głos.

Te jego łzy wylane po kryjomu w jedną z bezsennych nocy.
A on nie pozwoli ci ich osuszyć...

"Nie potrzebuję twojej litości" - powtarza.
Nie chce zrozumieć, że to nie litość, do cholery!

Gdybym wierzyła, że Bóg ma na tyle mocy sprawczej, aby go uzdrowić, błagałabym Go o to.
Gdybym choć wierzyła, że ma jej na tyle, że mógł temu wszystkiemu zapobiec - obraziłabym się na Niego.

Niestety, ja już nawet wierzyć nie potrafię...
Tagi: ...
06.07.2011 o godz. 20:57

...

Odwrócił twarz w stronę okna.
Przez chwilę obserwował krople deszczu rozbijające się o parapet.

- Idź już - powiedział nagle dziwnym, ochrypłym głosem.
- Dlaczego ? Nie chcesz, żebym została z tobą do wieczora? - zapytałam.
- Nie chcę - warknął.
- Ale dlaczego ? Chcesz zostać sam?
- Nie sam - powoli przekręcił głowę, aby na mnie spojrzeć. Opuszkami palców dotknął opatrunku, pod którym krył się pusty oczodół. - Ze swoim kalectwem.

- Ale...
- Co 'ale' ?! - niemal krzyknął.

Nie wiedziałam, co robić.
Podejść i pocałować go w czoło, jak wtedy? A on - jak wtedy - odchyli się, aby moje usta minęły jego napuchnięty policzek...

Powiedzieć, że chcę być teraz przy nim? A on powie, że kalectwo dotrzymuje mu towarzystwa 24 h na dobę...

Spróbować przytulić go i pocieszyć? Wypali, że nie potrzebuje mojej litości...

- Wiesz - zaczęłam cicho. - Cieszę się, że jesteś.

Patrzył na mnie prze chwilę matowym, beznamiętnym wzrokiem.

- Zostaw mnie samego, Kaśka.

Kiwnęłam głową.

- Mogę przyjechać jutro?
Odpowiedziała mi cisza.
- Mogę ? - powtórzyłam pytanie.
- Po co? Bo tak wypada?
- Nie, kurwa - nie wytrzymałam. - Dla rozrywki, wiesz?
- Polecam kino - odparł sucho. - Tam faceci na ekranie mają obie nogi i uwodzicielskie spojrzenia obydwu oczu.
- Naprawdę? A wiesz, że gówno mnie to obchodzi?

Poczułam, jak dławią mnie moje własne gorzkie łzy; łzy bezradności.

- Wiem - szepnął po chwili. - Przepraszam. Zostań, jeśli chcesz. Poczekasz chociaż, aż przestanie padać...



Film nie może zostać dodany, ponieważ autor filmu nie wyraził na to zgody.
Tagi: ...
14.06.2011 o godz. 18:41

...

Śnił mi się.
Był taki zimny.
Sztywny.
Martwy...


Boję się.
Strach to jedne uczucie, jakie jestem w stanie odczuwać.

Nie jem.
Nie śpię.
Nie płaczę.
Nawet się nie smucę.

Tragedia zabiła we mnie resztki człowieczeństwa.
Nie umiem współczuć.

Po prostu się, kurwa boję...
Tagi: ...
05.06.2011 o godz. 23:43


Mniej / więcej tak to wyglądało.
Przebite płuco.
Pęknięta śledziona.
Zmiażdżenie kości.
Amputacja lewej nogi powyżej kolana.
Kilkugodzinna operacja.
Prawdopodobnie straci również oko.
Śpiączka farmakologiczna.

Powiedzcie mi, ludzie, że się z tego wyliże...




31.05.2011 o godz. 22:27
Na moment zamknąć oczy...

Ocknąć się, kiedy wszystko się ułoży...


Nie myśleć...

Nie czuć...

Nie wiedzieć...



Jedyna bliska mi osoba walczy o życie. Jedyny człowiek, dla którego byłam kimś. Dla którego coś znaczyłam.


Nie macie czasami wrażenia, że to jest, kurwa, niesprawiedliwe? Że ciągle dostajemy po dupie bardziej niż inni?


I powiedz mi, Boże, cóż takiego Ci, do chuja, złego uczyniłam?...
Nawet zjebać Cię nie mogę. Nie odeprzesz moich argumentów.

"Uwierz, córko".
Tyle mnie raczej nie pocieszy.
Kurwa.





31.05.2011 o godz. 22:14
"Ty się, Kaśka, nic nie martw - powiedziała kierowniczka, gdy wiadomo już było, że likwidują 1/3 stanowisk w naszej zasranej placówce. - Ty tu jesteś z nich najdłużej, ciebie na pewno zostawię".

A dwa tygodnie później - JEB!!!!!!
Dostaję pismo z kadr:

W związku z redukcją etatów... bla bla bla bla.

I trzymiesięczne wypowiedzenie.

Idę więc do szanownej Jaśnie Pierdolencji, naszej Pani Naczelnik, i - ekstremalnie wkurwiona - tak grzecznie, jak tylko potrafię, cedzę przez zęby:
- Dlaczego? Nie spóźniałam się do pracy, co więcej: często zostawałam po godzinach, jeśli zaszła taka potrzeba; nie bywałam praktycznie w ogóle na zwolnieniach lekarskich; nic nigdy nie ukradłam; nigdy nie dostałam nagany od dyrektora; nie przyłapano mnie na spożywaniu alkoholu w miejscu pracy ani też nic nigdy nie fałszowałam raportów... Ponad to mam największy staż ze wszystkich pracowników tej placówki. Sama pani za pewne wie, że wielu pracowników, w dodatku dużo mniej doświadczonych w zawodzie niż moja skromna osóbka, nie może się pochwalić niczym z wyżej wymienionych. Ale to ja zostałam zwolniona. Śmiem więc zadać pani takie jedno niedyskretne, krótkie pytanko: DLACZEGO, DO KURWY NĘDZY, ZWALNIA SIĘ MNIE PO TYLU LATACH RZETELNEJ, SUMIENNEJ PRACY, PODCZAS GDY NA STANOWISKACH ZOSTAJĄ NAJWIĘKSI LESERZY, SKURWYSYNY I ZŁODZIEJE ?!
- Pani Katarzyno! - warknęła wielce zdziwiona moim wybuchem. - Proszę nie zapominać, że wypowiedzenie obejmuje okres trzech miesięcy, więc zwraca się pani do przełożonej!
- A taki chuj! - pokazałam jej to, z czego Kozakiewicz może być dumny, obróciłam się na pięcie i wyszłam.

Wypowiedzenia nie podpisałam, oczywiście.
Zamiast tego następnego dnia, czyli dziś, dostarczyłam 14-dniowe zwolnienie wystawione przez psychiatrę.
Przez najbliższe pół roku zamierzam systematycznie dostarczać tym skurwialcom takie zielone świstki.
Jeszcze przez kilka miesięcy się mnie nie pozbędą.

No chuj jasny mnie zaraz tu na miejscu strzeli, jak Boga kocham...

Na poprawę humoru, bo za moment chyba wyjdę z siebie i stanę obok.



Swoją drogą - nie mam gitary!! A szkoda, bo nawet dość fajnie mi idzie gra na niej ;)
Ale za to mam flet prosty (plastikowy bo plastikowy, ale gra - prawdziwy zostawiłam w domku nad jeziorem kilka lat temu w wakacje i jakoś tak wyszło, że nie kupiłam już nowego, została mi za to namiastka tego instrumentu w postaci kawałka białego tworzywa sztucznego ), poprzeczny (beznadziejny model, ale zawsze coś się na nim pobrzdęka) i harmonijkę ustną (profesjonalną, Hohner, tonacja "C").
Chłopaki z Brudnych Dzieci Sida wiedzą, co mówią; nie ma to jak zagrać na czymś dla rozładowania negatywnych emocji.
Jeśli nie macie żadnych instrumentów, tudzież słuchu muzycznego czy po prostu zapału, możecie grac innym na nerwach - polecam ;)
Tagi: :)
29.05.2011 o godz. 19:03
Rano, w pracy, przy kawie rozmawiają dwie koleżanki:
- Jak tam Twój wczorajszy sex? -beznadzieja... mąż przyszedł do domu, w 3 minuty zjadł obiad, potem 4 minuty bzykania i po dwóch minutach spał... A u Ciebie?
- No u mnie rewelacja mąż przyszedł do domu, zabrał mnie na przepyszna romantyczną kolację. Później przez godzinę wracaliśmy do domu spacerkiem przez miasto, potem świece i godzina przecudownej gry wstępnej. Następnie godzina nieziemskiego sexu a na koniec wyobraź sobie, ze przez godzinę rozmawialiśmy czule ze sobą. Bajka po prostu!
W tym samym czasie rozmawia ze sobą dwóch kolegów:
- Jak tam Twój wczorajszy sex?
- No zajebiście! Przychodzę do domu, obiad na stole, zjadłem, pobzykałem i zasnąłem! A u Ciebie?
- U mnie? K*rwa, u mnie beznadzieja. Przychodzę-nie ma prądu bo zapomniałem zapłacić za rachunek, zabrałem wiec gdzieś starą na kolację, żarcie beznadziejne było i takie drogie, że nie starczyło mi na taksówkę powrotna i musiałem zapierdalać do domu na piechotę. Przychodzimy k*rwa przecież nie ma prądu, więc znowu te cholerne świece. Byłem tak wkurzony, że najpierw przez godzinę nie mógł mi stanąć a potem przez godzinę nie mogłem się spuścić. Na to wszystko tak się wkurwiłem, że przez godzinę jeszcze usnąć nie mogłem.



Jakie to, kurwa, prawdziwe...
Tagi: ...
24.05.2011 o godz. 23:16
Zagłębie - tam się urodziłam.

Wychowałam się w niewielkiej wsi w samym sercu Śląska.

Mając 19 lat, zaraz po zdaniu matury, wyjechałam do Olkusza.

Tam poznałam mieszkańca Kaszub, który mnie pokochał i poślubił.
Właśnie na Kaszuby zabrał mnie na tych kilka wolnych dni, które wzięłam sobie w pracy z okazji mojego zamążpójścia.

Zamieszkaliśmy niedaleko Krakowa. Tam też zbudowaliśmy dom.

Po rozstaniu każde z nas pojechało w inną stronę, aby tam szukać szczęścia.

Mój facet jest Częstochowianinem ( Medalikiem albo Medalikarzem, jak to się mów w naszych stronach ), nie zna śląskiego dialektu i strasznie się wkurwia, kiedy zaczynam 'godać po naszymu'.
Po kaszubsku też potrafię mówić, ale dość kiepsko mi to wychodzi.

Ironia - bardzo dobrze znam dialekt śląski, który - jak wiadomo - ma dużo wspólnego z językiem niemieckim, jednak po niemiecku potrafię sklecić tylko kilka prostych zdań. Nienawidzę tego szwargotania.

Tagi: ...
20.05.2011 o godz. 12:39
Chyba i tak nie czytota, to napisza po naszymu, może kiery zrozumi.

Moj chop przyszoł z szychy, a jo w karty ciupa i takich gryfnych lajerów słuchom (a łon pado, że harkotów); gęsi mi kupi, pedzioł, kiej ni mom co robić, najduch pierzyński ;))
Legnął se, murcek cały obrzystany, na kozetce, upaplał pierzyny... szkoda godać.
Fajno, że sie za pore dni wykludza do swoi chałupy; u tego łopaprańca już strzymać ni moga.
Po resztą pochatrusili my sie z rana, o lecy co... szkoda godać, naprowdy.


Gryfne to. A tymu łobdardziuchowi się ni podobo :/
Tagi: :)
20.05.2011 o godz. 01:11
"Koleżanki" z BloBlo zainspirowały mnie do prześledzenia - wszechobecnej już chyba - BIEBERomanii; z trwogą stwierdziłam, że nie mam bladego pojęcia, któż to taki, ten cały sławny Justin - obiekt westchnień i marzeń sennych tylu nastolatek i...
Stwierdziłam, że jestem już chyba strasznie stara.
Nie dlatego, że nie kręci mnie ta jakże sławna i pożądana persona.
Nie dlatego, że nie orientuję się, kim jest, skąd jest i co śpiewa (i nawet mnie to nie interesuje).
Nie dlatego, że na ścisłość, gdybym się bardzo pospieszyła, mogłabym być nawet jego matką.

Te dziewczyny, zachwycające się chłopcem o cukierkowej twarzy, mają marzenia - wyobrażają sobie, jak Bieber przytula je, całuje, tworzą w myślach scenariusze spotkań, a pewnie także i namiętnych nocy spędzonych w jego - jeszcze nie męskich, lecz sławnych - ramionach...
Wyobrażają sobie, jak spośród tysięcy zakochanych w nim dziewcząt, on wybiera właśnie JĄ jedyną; z nią chce być, ją tulić i pieścić...

Wiecie co... zazdroszczę im.
Moje marzenia sprowadzają się do mojego prywatnego buraczanego dupka, który właśnie aktualnie przebywa na drugim końcu Polski "w interesach" (jak zwykł to zgrabnie nazywać), czyli oszukując i kręcąc, do pożyczki, którą muszę jak najszybciej spłacić, do mojego państwowego garnuszka, który w każdej chwili mogę stracić i... do tego wszystkiego, co minęło, bo zabrakło mi szczęścia, krzty rozsądku i odrobiny odwagi.

Czy są tu może równie wcześnie urodzeni jak ja?
Pamiętacie furorę, jaką zrobił niegdyś Enrique Iglesias? Pamiętacie, jak wszystkie nastolatki wzdychały na widok jego twarzy na ekranie telewizora, piszczały, gdy wchodził na scenę i płakały, gdy koncert już się skończył?

No, właśnie. A ja wtedy jarałam się naszym starym, dobrym, polskim punk rockiem...

Dla fanów dobrej muzy : LENIWIEC, choć nie jestem jego szczególną fanką, ale ta piosenka zawiera powalającą prawdę o naszej gównianej rzeczywistości, niestety...




PS. Mimo wszystko będę śledziła tę całą BIEBEROmanię ;)
Tagi: :)
18.05.2011 o godz. 13:40
Mój facet zarządził remont w moim mieszkaniu; konkretnie w dużym pokoju i kuchni. Łazienkę postanowił zostawić w stanie nienaruszonym do wiosny.

Cóż było tego powodem??
Hmm... Podobno przedpotopowy wystrój wnętrza mini-saloniku, wołające o pomstę do Boga rozklekotane panele podłogowe, a także liczne mozaiki na ścianach stworzone przez synka koleżanki, o kuchni natomiast "szkoda nawet gadać".

Mam się na jakiś czas przenieść do niego. Aż mnie brzuch boli na samą myśl. O remoncie i o "pomieszkiwaniu" z nim... ;))

Dla rozluźnienia:



Jeśli chodzi o to... na czas remontu i pomieszkiwania u mojego <hahaha> lubego, pozostają mi tylko słuchawki, bo o głośnym słuchaniu mojej ukochanej muzy mogę tylko pomarzyć - on nazywa to "harkotami" ;))
Tagi: )
05.05.2011 o godz. 16:02
Być może niektórzy z Was pamiętają wciąż obecną w moich poprzednich wpisach postać niezbyt przystojnego wojskowego o sarnich oczach - postać mojego, byłego już, męża.

Być może niektórzy z Was wiedzą, że mam ... powiedzmy 'partnera', a tamto małżeństwo to już przeszłość; było, minęło i nie ma najmniejszych szans na to, by kiedykolwiek powróciło, z czym pogodziłam się stosunkowo dawno temu.

Być może większość z Was mnie nie zrozumie.

Być może pomyślicie, że jestem skrajną egoistką.

Być może...


Zadzwonił do mnie mój były małżonek (dla niezorientowanych dodam, że mimo rozpadu naszego kontrowersyjnego związku, wciąż jeszcze kontaktujemy się czasami - co prawda sporadycznie, z okazji świąt, urodzin albo innych ważnych dla nas obojga rocznic).

Powiem krótko, bo - wierzcie mi - nie mam najmniejszej ochoty zagłębiać się w szczegóły tej jakże przykrej i bolesnej dla mnie nowiny;
Kobieta, z którą ostatnio mój eks-małżonek sobie pomieszkuje jest w ciąży. Powiadomił mnie o tym przeszczęśliwy, prawdopodobnie nieznacznie upojony alkoholem (takie wniosek wysnułam podczas naszej krótkiej, niezwykle chaotycznej rozmowy). Spodziewają się syna. Mniej więcej w połowie grudnia.

Oczywiście pogratulowałam mu, próbując swemu głosowi nadać beztroski, radosny ton.

Potem cały wieczór przepłakałam.
Raczyłam się czerwonym wytrawnym winem, oglądałam stare fotografie, na których oboje uśmiechaliśmy się do obiektywu aparatu - młodzi, zakochani, szczęśliwi...

TOKSOPLAZMOZA ... Wiecie, co to takiego?

Niech mu się wiedzie jak najlepiej. Szczerze.
Ale mimo wszystko ciężko mi jak cholera... - właśnie przez tę jakże radosną nowinę.
Chuj by to wszystko strzelił, naprawdę...
Tagi: ...
02.05.2011 o godz. 16:02

;)

Zdognie z nanjwoymsżi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch uweniretasytch, nie ma zenacznia kojnoleść ltier przy zpiasie dengao sołwa.
Nwajżanszyeim jest, aby prieszwa i otatsnia lteria była na siwom mijsecu, ptzosałoe mgoą być w niaedziłe. I w dszalym cąigu nie pwinono to sawrztać polbemórw ze zozumierniem tksetu.
Dzijee się tak datgelo, że nie czamyty wyszistkch lteir w sołwie, ale cłae sołwa od razu.




A na koniec coś dla sympatyków dobrej muzy :)
Tagi: )
22.03.2011 o godz. 17:30
Kilka lat temu trafiłam na oddział dermatologiczny jednego z krakowskich szpitali. Powodem tego były puchnące wypryski skórne na twarzy, ramionach i piersiach.

Spuchłam do tego stopnia, że nie widziałem trzymanego w ustach papierosa i nie mogłam go sobie sama odpalić.

Kąpano mnie w różnych specyfikach, smarowano śmierdzącymi maściami, faszerowano rozmaitymi lekami, na dupie porobiły mi się bolesne zrosty od nieumiejętnie podawanych zastrzyków.
Przeprowadzona na mnie masę eksperymentów, zrobiono wszelkie znane medycynie badania i... nic.

Po siedmiu tygodniach, kiedy wyglądałam już całkiem normalnie, zostałam wypisana do domu. Z receptą na jakiś antyalergiczny specyfik i słoikiem maści, którą miałam smarować skórę w razie nawrotu tej tajemniczej przypadłości.

Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce; zaczęłam odwiedzać prywatne gabinety dermatologów. Kosztowało mnie mnóstwo czasu i pieniędzy, jednak żaden z nich nie odkrył przyczyny mojej choroby.

Po kilku tygodniach wypryski skórne pojawiły się znowu; tym razem w postaci ohydnych owrzodzeń.

Mąż natychmiast załatwił mi leczenie w szpitalu wojskowym w Warszawie, jako że podobno tam leczenie jest lepsze i bardziej nowoczesne.
Mimo wszystko nie zdziałano tam cudów.

Po jakimś czasie, kiedy moja twarz znów zaczęła przypominać owrzodziałego kartofla, bratowa postarała się za pośrednictwem rodziny w Niemczech skontaktować mnie z tamtejszym specjalistą w dziedzinie dermatologii.
Wraz z mężem pojechaliśmy do Monachium, na umówioną wizytę w jego prywatnej klinice.
Spędziłam tam trzy tygodnie.
Opuchlizna zeszła, lecz przyczyny jej powstania i ciągłych nawrotów nadal pozostały nieznane.

Zrozpaczeni udaliśmy się do... znachorki (tonący brzytwy się 'chyta').
Dostałam od niej niewielki flakonik dziwnego, bezwonnego, szaro-burego popiołu i całe słoje ziół, z których miałam przygotowywać sobie napary codziennie rano, w południe i przed snem. Wspomniany popiół kazała dosypywać w bardzo małych ilościach do naparów spożywanych wieczorem.
Efektów tej wizyty za pewne sami się domyślacie... ; Nic, nic, nic, NIC.

Mniej więcej półtora roku od wystąpienia pierwszych objawów mojej choroby po raz kolejny trafiłam do szpitala w Krakowie.
Przeleżałam tam dwa tygodnie, po czym - gdy moja skóra zaczęła nabierać normalnego wyglądu - wypisałam się na własne żądanie.

Od tamtej pory mam stałego pana dermatologa, który - jak wszyscy badający mnie lekarze - nie ma bladego pojęcia, co to może być i jakie są tego przyczyny.

Przetestowałam chyba wszystkie dostępne na rynku maści, żele, tabletki inne zalecane w przypadku występowania wyprysków skórnych (swędząco - bolesnych pragnę dodać). W końcu trafiłam na coś, co , można powiedzieć, hamuje rozwój tej choroby.

Wykupienie recept kosztuje mnie miesięcznie niemal 300 zł.
Pominięcie dawki leków natomiast - całe tygodnie świądu, bólu i wstydu, że moja twarz i szyja wyglądają, jakby się miały zaraz rozpaść.

Zajebiście, prawda? :)
Musiałam się pożalić, bo znowu zaczęły wywalać mi się te pierdolone wrzody na lewym policzku...

I na pocieszenie:

Tagi: The Analogs
10.03.2011 o godz. 15:33
Odnaleziono wodę na Marsie!

Pragnienie znalezienia pozaziemskiej cywilizacji towarzyszy ludziom od momentu, w którym zdaliśmy sobie sprawę z wielkości wszechświata.

O marzeniach odnalezienia życia poza Ziemią wiedzą doskonale pracownicy powołanej specjalnie do badania kosmosu amerykańskiej agencji NASA. W 2005 roku umieścili oni na swojej stronie link z informacją o tym, iż odnaleziono "wodę na Marsie".

Podekscytowani poszukiwacze "pozaziemskiego życia" po kliknięciu kierowani byli do zdjęcia, na którym widniał batonik "Mars", z postawioną na nim szklanką wody.








*********************************************


Skaczcie do góry jak kangury

Kiedy w 1976 roku znany brytyjski astronom Patrick Moore oznajmił w radio, że dokładnie o 9:47 rano nastąpi jedyne w swoim rodzaju wydarzenie astronomiczne, nikt nie przypuszczał, że będzie to dowcip. Niespotykany i niepowtarzalny układ planet miał spowodować zmniejszenie siły grawitacji na Ziemi.

Moore powiedział zaskoczonym słuchaczom, iż jeśli podskoczą dokładnie o godzinie 9:47 w górę, to przez kilka sekund będą unosić się w powietrzu. Tego dnia do BBC zadzwoniło kilkaset osób, które potwierdziły niezwykłe zjawisko astronomiczne. Przejęci słuchacze opowiadali o niezwykłym doświadczeniu, jakim było to kilka chwil "latania".

Tagi: )
23.02.2011 o godz. 23:10


- WYŁĄCZ JUŻ TE SWOJE HARKOTY, BO MI ZARAZ ŁEB ROZERWIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kurwa, jaki on ograniczony... Taki słodki kawałek, a on nazywa to "harkotami".

Uffff....


Tagi: The Misfits
22.02.2011 o godz. 16:39
Powiedział, że tego nie rozumie; 'To wynaturzenie, które trzeba leczyć'.

Lecz gdy zapytałam, czy byłby w stanie hodować myszoskoczki i chomiki tylko po to, alby sprzedawać je miłośnikom gerbillingu, odparł: 'Czemu nie".

- Przecież sam powiedziałeś, ze to wynaturzenie!
- GERBILLING to wynaturzenie, a HODOWLA I SPRZEDAŻ gryzoni to interes.
- Ale skoro wiesz, że sprzedajesz je wykolejeńcom, którzy będą się nad nimi znęcali... Miałbyś sumienie?
Wzruszył ramionami.
- Porozmawiamy o tym, kiedy na horyzoncie pojawi się ktoś uprawiający gerbilling i zapyta, czy nie mam myszek do sprzedania.
Po chwili milczenia zapytał:
- Dlaczego wierzysz w ogóle w ten mit?
Tym razem ja wzruszyłam ramionami.
- Nie powiedziałam, że w niego wierzę. Chciałam tylko znać twoje zdanie na ten temat.
- ... i pewnie cię znowu rozczarowałem?
- Dokładnie - rzuciłam z pasją w głosie. - Po takich rozmowach zawsze odnoszę wrażenie, że za odpowiednią cenę sprzedałbyś wszystkich i wszystko, nawet własną duszę diabłu!
- Mylisz się, skarbie - rzucił, po trosze z irytacją, a po trosze z rozbawieniem. - Po pierwsze; piekło i niebo to kolejny mit, którym karmi się niegrzeczne dzieci, a po drugie... ciebie, na ten przykład, nigdy bym nie sprzedał.

Spojrzałam na niego zdziwiona (a właściwie z nadzieją, że teraz wyzna mi coś, czego nigdy dotąd nie usłyszałam z jego ust).
- Tak? - zapytałam. - Dlaczego?
- Bo robiłem interesy z różnymi ludźmi; z tępakami, jakich sobie nawet nie wyobrażasz. Ale nie znam takiego idioty, który mógłby zechcieć cię kupić.

Poczułam się, mówiąc kolokwialnie, jakbym dostała mokrą szmatą w pysk.
Nie chodziło o ten głupi żart rzucony pod moim adresem, lecz o to, że nie usłyszałam tego, co miałam nadzieję usłyszeć...
Po prostu zrobiło mi się niesamowicie przykro... A ja, głupia wariatka, myślałam, że wyzna mi coś romantycznego - jakbym go nie znała!

- Taaak?! - warknęłam ze łzami w oczach. - Więc znajdź sobie taką, na której pewnego dnia zbijesz majątek! Po co w ogóle ze mną jesteś?! Bo dobrze i chętnie się pieprzę?! W ogóle to jedź już, po co marnujesz dla mnie swój cenny czas?! Wiesz, ile kasy mógłbyś zarobić w te kilka godzin, kiedy jesteś u mnie?! Nie mam ochoty na jebanie, więc nie masz tu w tej chwili czego szukać!

Ku mojemu zdziwieniu, wydał się przestraszony moim nagłym wybuchem.
- Kaśka... ja żartowałem... przecież wiesz, że wcale tak nie myślę...
- Właśnie że, kurwa, nie wiem! - wrzasnęłam w odpowiedzi. - Jakoś nigdy nie dałeś mi tego do zrozumienia!
- Ale..
- Wiesz, wyjdź stąd! - przerwałam mu. - Wróć, jak się zastanowisz, po co to w ogóle robisz!

Zatrzasnęłam za sobą drzwi pokoju.
Po chwili usłyszałam ryk silnika jego samochodu. Jednak sobie poszedł...

Mówiąc szczerze, wcale nie chciałam, żeby mnie teraz zostawił. Do końca miałam nadzieję, że przytuli mnie, pogłaska po głowie i w jakiś sposób zapewni, że naprawdę jestem dla niego ważna...
Rozumiecie mnie, chociaż troszkę?

Nie mam rodziców, którzy otaczaliby mnie miłością.
Rodzeństwo rozjechało się po świecie; kontaktujemy się ze sobą tylko z okazji urodzin i świąt.
Mój mąż odszedł ode mnie dawno temu.
Nawet mój ukochany piesio zdechł niespodziewanie i zostawił mnie samą sobie na tym łez padole...

Właściwie mam tylko jego... Tego chytrusa, z którym łączy mnie głownie łóżko, a dzieli niemal wszystko.

Wieczorem, kiedy pogrążona w skrajnej melancholii próbowałam skupić się na jakiejś beznadziejne powieści kryminalnej typu 'tajemniczy śpik na firance', usłyszałam zgrzyt drzwi wejściowych.
Tylko on ma klucze do mojego domu.

- Przeszło ci już, księżniczko? - zapytał pogodnym tonem stając w drzwiach pokoju.
Ucieszyłam się jak dziecko, jednak - na przekór wszystkiemu - milczałam.
Za placów wyciągnął niewielką różę.
- Nie fochaj się już - powiedział, kładąc ją na trzymanej przeze mnie książce. - Przecież wiesz, że żartowałem. I że nie sprzedałbym cię z mnóstwa powodów, które dobrze znasz i których nie muszę ci mówić. Wiesz też, że nie jestem z tobą dla pieprzenia.
- Więc czemu nigdy mi tego nie powiesz? Nigdy nawet nie pozwolisz mi tego odczuć? - zapytałam łamiącym się głosem.

Usiadł obok mnie. Miał minę jak uczniak nieprzygotowany do odpowiedzi na pytanie nauczyciela.
- Nie umiem wyznawać, nie jestem i nigdy nie byłem romantyczny - wyrzucił z siebie po chwili. - Ale nie wiedziałem, że możesz myśleć, czy jestem z tobą tylko dla sexu. Chcę być z tobą, bo... - urwał zakłopotany. - ... z tobą jest mi dobrze - dokończył ze wzrokiem utkwionym w podłogę

Te słowa przezeń wypowiedziane mówiły więcej niż mógłby powiedzieć kilkustronicowy wiersz miłosny...

Wyobrażacie sobie moją niesamowitą radość, kiedy to usłyszałam??




Tagi: ...
21.02.2011 o godz. 00:57
Kiedyś byłam idealistką.
Wydawało mi się, że przy odrobinie wysiłku można zmienić coś w tym pierdolonym niesprawiedliwym świecie, w którym liczą się tylko pieniądze, wpływy i koneksje.

Mój idealizm umarł śmiercią naturalną.
Został stłamszony przez codzienność; przez przymus walki o każdy dzień marnej egzystencji człowieka, który już na starcie plasował się na przegranej pozycji.
Człowieka, który po dwunastogodzinnej dniówce nie ma już po prostu siły na wzniosłe idee...

Mój facet się ze mnie śmieje - on nigdy nie był idealistą; od samego początku nastawił się na robienie pieniędzy: na lewe interesy, trefne transakcje, kombinacje i oszustwa.
Kiedyś powiedział, że tylko dwie rzeczy umie robić naprawdę dobrze: lewą forsę i minetę...

Czasami, w przypływie irytacji, zastanawiam się, jak ja w ogóle mogę być z takim człowiekiem - ze skrajnym egoistą, który nawet śpiąc obmyśla, jak tu zarobić, żeby się nie narobić.

Nie jestem z nim dal pieniędzy. Pracuję, dziesiątego dnia każdego miesiąca pobieram głodową pensję robotnika na państwowym garnuszku i - póki co - jestem samowystarczalna. On mnie nie sponsoruje, nie płaci moich rachunków, nie kupuje mi drogich prezentów, nie zabiera na wakacje w egzotyczne miejsca ani na wykwintne kolacje w drogich restauracjach.

Nie jestem z nim z miłości.
Oboje przeżyliśmy już swoje wielkie zakochania i każde z nas miło je wspomina, ale nie chce do nich wracać.

Nie jestem z nim z wyrachowania.

Ani dla sexu; czasami nie kochamy się całe tygodnie.

Co więc takiego jest w tym obrzydliwie chciwym człowieku, że nie potrafię się bez niego obejść?
Dlaczego gdy wyjeżdża na kilka dni, odczuwam coś na wzór tęsknoty?

Gdy leżymy nadzy, spleceni w uścisku, pieszcząc nawzajem swoje ciała, z naszych ust raz po raz padają słowa "kocham cię".
Ale żadne z nas nigdy nie powtórzyło tego poza sypialnią.

Kiedyś, w chwili erotycznego uniesienia oczywiście, uniósł do góry mój podbródek, spojrzał w moje oczy i powiedział: "Jeśli kiedykolwiek cię skrzywdzę, urwij mi jaja".
Hmmm... romantyczne jak betonowy słup, wiem. Ale wiem też, że mówił to całkiem szczerze.

Może gdyby nie świadomość, że to nie ma najmniejszego sensu, bylibyśmy całkiem dobraną parą?...

Tagi: ...
18.02.2011 o godz. 17:28
Wszystko było już przygotowane; sala weselna udekorowana balonami, urząd gminy, w którym mieliśmy wyrecytować słynne "świadomi praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny...", przystrojony uroczymi bukiecikami kremowych różyczek, w mojej szafie - aż nazbyt skromna jak na tę okazję - bladoróżowa sukienka, w jego zaś sztywny mundur w kolorze khaki, który tak napawał mnie dumą, wynajęty był szary mercedes, który zamiast standardowej rejestracji przymocowaną miał tablicę z naszymi imionami, a w pożyczonych od znajomych lodówkach czekały na gości przyrządzone przez hordy kucharek bigosy, flaki, sałatki i desery, a także alkohole i schłodzone napoje.

Zaledwie trzy dni dzieliły nas od sformalizowania naszego, jakże kontrowersyjnego, związku.

Wychodziłam ze sklepu.
Wymarzyłam sobie, że w dniu swojego ślubu zepnę włosy w skromny koczek, który podtrzymywać będą białe spinki z maleńkimi różyczkami.
Wychodziłam szczęśliwa, że udało mi się je kupić dokładnie takie, jakie oczyma wyobraźni widziałam wpięte w swoje loki.

Nie widziałam tego samochodu.
Nie pamiętam nawet, czy postawiłam już stopę na jezdni, czy nadal stałam na chodniku.
Pamiętam przeraźliwy pisk klaksonu, któremu wtórował mój histeryczny krzyk oraz trzask pękających w moim ciele kości.

Wesele odbyło się cztery i pół miesiąca później.
Nie wiem, co stało się z kupionymi tamtego dnia spinkami.
W dniu ślubu pozwoliłam, by moje loki swobodnie opadały na ramiona...

Mój obecny partner stwierdził z ironią, iż ów wypadek był przestrogą.
Zapowiedzią nieudanego małżeństwa dwojga szaleńczo zakochanych w sobie ludzi - młódki i doświadczonego przez życie despoty w wojskowym mundurze.
Przedsmakiem tego, co czekać nas miało po odprawieniu weselników i zamknięciu za nimi drzwi naszej małżeńskiej alkowy.

Według mojego ojca natomiast była to Ręka Boża próbująca powstrzymać mnie przed popełnieniem największego błędu w swoim życiu.

Ja zaś myślę, ze była to kolejna złośliwość przewrotnego losu, który nigdy nie pozwoli być nam w pełni szczęśliwymi...



Tagi: ...
17.02.2011 o godz. 23:54
No-Name
WrogówSięBojęMniej...bardziejPrzyjaciół
O mnie: Gdyby Bóg chciał, aby człowiek latał - dałaby mu skrzydła. Gdyby nie chciał - nie dałby mu wyobraźni...
statystyki
  • Czas na Bloblo: 2 dni 3 godziny 42 minuty
  • Napisanych notek: 27
  • Komentował: 20 razy
  • Zebranych komentarzy: 44
  • Ostatni wpis: 18.07.11, 00:10
  • Wpis średnio co: 27 dni
  • Profil odwiedzono: 11836 razy
  • Ilość avatarów: 3
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 16
  • Ilość logowań: 63
  • Ostatnie logowanie: 12.08.11, 20:47
  • Ostatnio odwiedzili: BethI, Lolla91, poogodynka, slepy, nirvana29, pusiapandusia, wikax3, niczyja, lovestory332211